RYSZARD TUNKIEWICZ – NIEZWYKŁY CZŁOWIEK I PODRÓŻNIK
CZŁOWIEK O STALOWYCH NOGACH
Podróże nie zmieniają świata tylko nasze wnętrze…
Kiedy skończył 60 lat wyruszył w swoją pierwszą podróż Dookoła świata. Podjął się nie lada wyzwania. Wyprawę związał z poszukiwaniem śladów Polonii na świecie. Wyruszył na Wschód, aby do domu powrócić od Zachodu. Nie znał języków, a swoje doświadczenie opierał na dotychczasowych podróżach, które wcześniej pokonywał pieszo, ciągnąc za sobą własnej konstrukcji mały metalowy wózek z ekwipunkiem. Wszystko zaczęło się od wyjazdu z ojcem na Litwę, a później ze szkolnym kolegą Jankiem – dookoła Polski tandemem własnej produkcji. W czasach peerelowskiej Polski zdobycie roweru, który pokona podróż dookoła kraju, a zwłaszcza roweru-tandemu było niemożliwe. Ryszard jest mechanikiem, toteż ze zdobytych części kilku starych rowerów złożył tandem, który dał bez większych problemów dał radę przebyć zaplanowaną trasę niestrudzonego marzyciela. Podobnego wyczynu od tamtej pory nikt nie powtórzył, jest to swoisty rekord Polski. Chodził, przebywał swoje trasy autostopem na całym świecie, pływał z rekinami, ale wciąż nieustająco poszukuje nowych przygód.

Pytam Ryszarda, czego się wówczas nauczył? – Że pieniądze do osiągnięcia pewnych celów są niezbędne, ale jeśli się bardzo chce, nawet dysponując małymi środkami finansowymi, można dokonać dużo. – Odpowiedział.




Szczecinianin Ryszard Tunkiewicz w swojej książce Opowieść o człowieku o stalowych nogach ujawnia kulisy swoich podróży. Książka jest wielkim skrótem ciekawego opisania przygód podczas zwiedzania naszego globu. Opowiada o zmaganiach marzyciela i człowieka, który nic nie oddaje walkowerem, który mimo wielu przeszkód zawsze podążał w jednym kierunku – zawsze do celu. Historia podróży za czasów Polski Ludowej, czasów zamkniętych granic, drogich dolarów i trudnych do zdobycia wiz, opisana w książce jest fascynująca. Czasy jednak się zmieniły. Można było znacznie łatwiej realizować swoje plany podróżnicze, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zaczęły się czasu globtroterów i zdobywców. Każdy podróżnik stawiał przed sobą zadania i ciągle podnosił poprzeczkę. Wtedy postanowił zdobyć kilka szczytów: Mount Blanc, Kilimandżaro, Ararat…Zakochany w tamtym czasie w górach poważnie myślał o zdobyciu najwyższej góry świata Mt.Everest. Koszty z tym związane, jednak skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodły – jak przyznał.





Ale nadszedł czas, że byłem nawet wyżej niż szczyt. Ostatnio w trakcie lotu małym samolotem z Nepalu do Bhutanu, miałem przyjemność przy pięknej pogodzie, podziwiać wszystkie himalajskie ośmiotysięczniki wraz z Mt.Everestem. W drodze powrotnej z Bhutanu do Nepalu po raz drugi, ale na dużej wysokości mogłem zobaczyć wystający z chmur wierzchołek Mt.Everestu. Mogę, więc miało powiedzieć ze byłem wyżej niż jego szczyt, który ma wysokość 8849m. n.p.m. Aż nadszedł czas okrążenia naszego globu, kiedy postanowiłem wyruszyć w swoją pierwsza podróż dookoła świata. Było trudno, ale całe swoje włożone serce w wyprawę pozwoliło mi ja zrealizować.





Podróże marzeń przez 6 kontynentów
Moim marzeniem od zawsze było dotarcie, w podróży non-stop, do wszystkich 8 kontynentów, w tym do Antarktydy i Arktyki, jak tylko się uda, środkami transportu lądowego. Dotrzeć do wszystkich, nie tylko turystycznych atrakcji i ciekawych miejsc czyli Cudów Świata. Ciekawił mnie też temat emigracji. Dlatego w trakcie swoich podróży chciałem zawsze odwiedzać diasporę i organizacje polonijne. Taką podróż sobie wymarzyłem i taką zorganizowałem. – mówi Ryszard
PRZEZ 8 KONTYNENTÓW ŚLADAMI POLONII NA ŚWIECIE
Wystartowaliśmy w tą podróż, ze Szczecina 7 września 2012 roku. Podróż się udała, mimo zwątpień wielu obserwatorów. Nie było łatwo. Watpliwości wzbudzał wiek uczestników Ryszard Tunkiewicz ze Szczecina i Jacek Michalski z Warszawy. Razem mieliśmy 128 lat. Współtowarzysza podróży poznałem przez Internet i do chwili startu widzieliśmy się tylko dwa razy. I udało się. Mimo bardzo słabej znajomości języków obcych, po 469 dniach podróży non-stop


i przejechaniu 93 000 kilometrów różnymi środkami komunikacji lądowej, przepłynięciu jachtem 1200 mil z Timoru do Australii i z Wenezueli do Panamy 1500 kilometrów, różnymi promami kolejnych 300 kilometrów, zaliczając rejs po Amazonce z Letycji do Manaus, przeleciawszy środkami transportu podniebnego 21 215 kilometrów, 19 grudnia 2013 roku stanęliśmy ponownie na Polskiej ziemi, schodząc z promu Polonia w Świnoujściu i po kolejnych 2 godzinach jazdy pociągiem do Szczecina na dworcu Głównym, o godz 10.00 zamknęliśmy pętlę okołoziemskiej podróży.
Podróż przez 6 kontynentów to 118 037 kilometrów przebytej drogi czyli prawie 3 razy dookoła Równika. W tym czasie nie mielismy smartfonów, nadajników GPS, laptopów, ani innych przewodników. Korzystaliśmy tylko przygodnie z komputerów w hostelach, w których nocowaliśmy. Po drodze spotykaliśmy się z bardzo wielkim zainteresowaniem i gościnnością środowisk Polonijnych na całym Świecie.



W trakcie naszej podróży odwiedziliśmy 49 państw i 38 stolic. Odwiedziliśmy 21 polskich ambasad miło i życzliwie przyjmowani przez Ambasadorów i Konsulów.
PRZEZ WSZYSTKIE 469 DNI NIE KORZYSTALIŚMY Z POMOCY LEKARSKIEJ
Jednak w trakcie naszej eskapady przeżyliśmy wiele niesamowitych przygód i zdarzeń, które pozostawiły wspomnienia i wrażenia na całe nasze życie. W ciagu kilkunastu miesięcy nocowaliśmy w różnych przedziwnych miejscach – na dachach, na ławkach, na dworcach i pod nimi, na piasku pustyni Wadi-Rum, na plażach, we wrakach kutrów rybackich, na parkingach w samochodach, w lasach Brazylii nad rzeka Rio Negro, w chatach na palach nad Amazonką, czy na ławkach promów, bo trzeba było mieć swoje hamaki, w niebezpiecznych dzielnicach miast Kolumbii czy Wenezueli, gdzie na każdym narożniku ulic i w każdym sklepie stoi ochrona z długą bronią gotowa w każdej chwili do jej użycia . Przeżyliśmy. Przeżyliśmy w Argentynie kilkusekundowe trzęsienie Ziemi i poczuliśmy też moc huraganu w skali 9 stopni Beauforta, w którego szpony zostaliśmy złapani w trakcie rejsu z Timoru do Australii.




Tak jak udało nam się przeżyć napaść bandyty z maczetą w trakcie trekingu na wulkan Telica w Nikaragui. Podróżowaliśmy NAJwyżej położoną koleją na świecie 5200 metrów n.p.m. w Chinach, jechaliśmy NAJszybszą koleją na Świecie z Pekinu do Szanghaju i zjechaliśmy NAJbardziej stromą górską kolejką szynową na świecie w Australii. TYCH NAJ BYŁO WIĘCEJ! Jest to z oczywistych względów tylko skrótowy opis tego, co przeżyliśmy.
Podróż była bardzo trudna logistycznie, nie wiedzieliśmy, gdzie, na jakim przystanku, w jakim miejscu kończy się trasa środka lokomocji, którym podróżowaliśmy. Dopiero na miejscu szukaliśmy mapy, noclegu, jedzenia. Często bez mapy trzeba było pokonać wiele kilometrów pieszo z plecakami do najbliższego miejsca noclegowego, często były to późne godziny wieczorne, w rejonach, gdzie zmierzch zapadał o godzinie 17.00. Wszędzie potrafiliśmy w miłej atmosferze dogadywać się z miejscowymi, czy to w Afryce, Azji czy w obu Amerykach używając języka ręczno-nożno-pisanego. Uśmiech i częste używanie słów proszę, dziękuję i przepraszam, dzień dobry, dobry wieczór itp. w językach danych krajów były pomocne i pozwalały uzyskać informacje.








W każdym państwie przez teren którego podróżowaliśmy nawiązywaliśmy kontakty z tamtejszą polska diasporą. Wiele kontaktów nawiązaliśmy przed wyjazdem. W wielu krajach łańcuszek Polonii się rozrywał, INDIE, CHINY CZY INDOCHINY. Najliczniejsza Polonia była w Australii, Stanach Zjednoczonych i Argentynie. Niekiedy Polonia stanowiła tylko kilka rodzin lub osób, np. w Egipcie, gdzie Związek Polskich Kobiet stowarzyszał kilka osób. Udało nam się spotkać z przedstawicielami Polonii, zaczynając od zapominanej często Mołdawii czy Adampolu w Turcji.
Dotarliśmy do najstarszej polskiej osady w Argentynie miejscowości Wanda nazwanej imieniem córki Józefa Piłsudskiego. W zasadzie, w każdym państwie udało nam się spotkać z Polakami tam mieszkającymi, być może niezrzeszonymi w organizacjach polonijnych. Zobaczyliśmy wiele ciekawostek świata: Kapadocję, pustynię Wadi-Rum, Petrę. Dotarliśmy w Sudanie do miejsca, gdzie Nil Biały łączy się z Nilem Błękitnym tworząc właściwy nurt Nilu, w Indiach odwiedziliśmy świątynie Miłości Taj Mahal, byliśmy nad Mount Everestem. Zwiedziliśmy największy zespół pałacowy Świata położony najwyżej na świecie – pałac Potala w Tybecie.

W Chinach obejrzeliśmy jedyną budowlę widzianą z kosmosu Mur Chiński i zakazane Miasto, a także Shanghaj, Hongkong, Macao. Podziwialiśmy w Wietnamie zatokę Ha-Long. Byliśmy w Bangkoku i Singapurze. W Indonezji dotarliśmy do wyspy Bali i widzieliśmy największe jaszczury – warany na wyspie Komodo. W Australii weszliśmy na największy kamień świata – Ururu, święte miejsce Aborygenów, rodzimej ludności zamieszkałej w Australii. Zdobyliśmy, a jakże mogło być inaczej, najwyższy szczyt Australii – Górę Kościuszki, podziwialiśmy znaną rozpoznawaną na całym świecie operę w Sydney.






W Nowej Zelandii weszliśmy na czynny wulkan Tangarino. W Ameryce Południowej dotarliśmy do Punta Arenas, najdalej wysuniętego na południe miasta Chile. Dotarliśmy do najpiękniejszego wodospadu IGUAZU, na pograniczu Brazylii i Argentyny, moczyliśmy nogi na plaży Capacabana w Rio de Janeiro. Dotarliśmy do pięknie zachowanego miasta Inków – Machu Picchu i pływaliśmy na trzcinowych łodziach na Jeziorze Titicaka. Zeszliśmy na dno rozsławionego przez jego polskich zdobywców, najgłębszego kanionu na świecie – Colca. Spłynęliśmy Amazonką do Manaus. Zobaczyliśmy Kanał Panamski i udało nam się trafić na niesamowite Świeto Zmarłych w Meksyku. Tam też dotarliśmy do piramid Majów w Chichen-Itza i Teotihacan. Przy odwiedzinach kanionu Kolorado porównywaliśmy go do kanionu Colca. Odwiedziliśmy Miasto Aniołów – Los Angeles, San Francisco, Las Vegas, Waszyngton i New York po drodze zahaczając o wodospad Niagara na pograniczu USA i Kanady.





Podróże z żoną
Jagoda wspierała zawsze pomysły Ryszarda, pomagała w przygotowaniach i zostawała w domu, czekając i tęskniąc. Wyjeżdżając zawsze mówiłem żonie, że zaraz wracam. Nie zawsze to było zaraz. – Dodaje. Z żoną, przyjaciółką i powierniczką tajemnic podróżował w zasadzie zawsze, o ile było to możliwe. Odwiedzili wiele miejsc na świecie. Samochodem pick-upem objechali Bałkany. Teraz, kiedy oboje cieszą się emeryturą, mogą realizować swoje dłuższe i dalsze wyjazdy razem.
Można powiedzieć, że widziałeś prawie wszystko, Jakie miejsca na świecie najbardziej Cię zafascynowały i dlaczego?
Wyspa Wielkanocna z niesamowitymi kilkunastometrowymi posągami nieznanego pochodzenia. Zawsze się zastanawiam, w jakim celu powstały? Zobaczenie tych wielkanocnych posągów było dla mnie niesamowite. Musiałem się uszczypnąć, żeby się upewnić, że nie śnię. To było takie moje marzenie. Oczywiście Machu Picchu – miasto ucieczki Inków położone na wysokości 2000 m n.p.m. zbudowane między innymi z bloków skalnych ważących 50 ton każdy. Ciągle zastanawiam się, jak transportowano je na taką wysokość? Zachwyciłem się również pustynią Nazca w Peru. Słyszałem niesamowitą wersję ich powstania. Podobno linie i rysunki zwierząt miały ułatwić przybyszom z kosmosu lądowanie, ponieważ są one widoczne tylko z lotu ptaka…


Co wpłynęło w twoim życiu, że pokochałeś podróże?
Zupełnie nie wiem, kiedy , jak i kto miał wpływ na moje postrzeganie świata i chęć dotknięcia każdego miejsca na Ziemi. Trudno jest to czasowo uchwycić. Myślę, że duży wpływ miały w młodości przeczytane książki podróżnicze i chyba jakieś czynniki genetyczne nakazały mi gonić do nieznanych miejsc i przez to poznawać świat w którym żyjemy.
Który kraj wydał ci się najbardziej egzotyczny z tych odwiedzonych?
Zdecydowanie: Papua Nowa Gwinea. Najbardziej niebezpieczny kraj na świecie. Jego stolica Port Moresby chyba jest najgorszym miejscem do mieszkania. Miejsce na Ziemi, gdzie używane jest 850 języków, gdzie do dzisiaj praktykowane są polowania na czarownice, a kanibalizm prawnie zaniechano w latach sześćdziesiątych. Chociaż do dzisiaj słychać o takich praktykach w interiorze. Byłem tam, uciekłem w ostatniej chwili z kotła. Udało mi się wróciłem w jednym kawałku do domu. ????


Czy podróżowanie po różnych krajach wpływa na twoje spojrzenie na świat?
Oczywiście. Podróżowanie uczy podejmowania szybkich decyzji, poszerza światopogląd, uczy tolerancji na wszystkich płaszczyznach życia. Nie jest gołosłowne powiedzenie, że kto podróżuje ten dwa razy żyje.
Spotkałeś kiedyś kogoś, kto miał duży wpływ na Twoje podróżnicze doświadczenia?
Mam znajomych wśród podróżników i wielu spoza tego kręgu, ludzi doświadczonych, dzielących się mądrymi przemyśleniami, jednak jeszcze nikt mnie nie zauroczył. Na pewno zachowałem wiedzę nabytą w czasie tych spotkań, która pomogła mi niejednokrotnie w późniejszych racjonalnych i trafnie podejmowanych decyzjach.
Jakie środki transportu preferujesz w czasie swoich podróży?
Aby dotrzeć do wielu miejsc potrzebne są różne na ogół tradycyjne środki transportu do przemieszczania się. Ale zdecydowanie najlepszym środkiem to przemieszczanie się na własnych nogach. W końcu to mój ulubiony transport, który wykorzystuję w większości moich podróży. Mam stalowe nogi, które niosą mnie wszędzie tam, gdzie ciężko jest dojechać. Tylko w ten sposób można dotrzeć do różnych dziur i zakamarków niedostępnych w inny sposób.
Opowiedz o swoich doświadczeniach, przygodach z podróży, które szczególnie zapadły Ci w pamięć.
Przygód mam niezliczona ilość, ale nie wszystkie zapadły mi w pamięć tak, jak te najbardziej niebezpieczne. To chyba tkwi w człowieku, że pamiętamy te, które wywołują największe emocje, a w czasie podróży ich nie brakuje, szczególnie tych na własną rękę. Pierwszą o napadzie na nas z maczetą opisałem w swojej książce, do przeczytania której gorąco zapraszam. Drugim niekoniecznie miłym wspomnieniem, które zapadło mi w pamięć było zgubienie mojego towarzysza podróży. A było to tak. Kiedy przeszedłem na emeryturę postanowiłem wyruszyć w podróż dookoła świata. Uważałem wtedy to za największe wyzwanie swojego życia, najbardziej kosztowne i najdłuższe. Wymagało ono dobrej logistyki, planu, celu samej podróży w sobie i ogólnie dobrej organizacji. Byłem już zaawansowanym podróżnikiem globtroterem, ale nie władałem językami obcymi i budżet też miałem niejako ograniczony. Na szczęście moja żona Jagoda okazała się świetnym logistykiem i pomocnikiem-organizatorem, co pozwoliło nam na realizację śmiałego marzenia, ale również osiągnięcie celu, jakim były spotkania z Polonią na całym świecie. Aby dzielić koszty, przyjemności i kłopoty, w celu ułatwienia najlepiej jest podróżować w dwie osoby. I tak zaczęło się poszukiwanie towarzysza podróży. Znalazłem i pojechaliśmy razem. On miał znacznie mniejsze doświadczenie, w zasadzie żadnego, ale starał się odnaleźć w każdej sytuacji. Dwukrotnie zagubił się i nie tylko on przeżywał strach, ale ja również nie przespałem całej nocy. Pierwszy raz na pustyni w Jordanii, gdzie udał się za potrzebą w ciemności, która tam zapada gwałtownie, stracił w ciemnościach orientację i nie mógł trafić do naszego miejsca noclegu. Drugi raz w bardzo niebezpiecznym kraju, w Kolumbii, wyszedł z hotelu, nie zapisał adresu i nie miał zdjęcia, nie wiedział gdzie powinien wrócić. Nikt nie mógł mu pomóc, więc przetrwał pełen strachu noc w jakimś ciemnym zaułku. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.


Czy masz jakieś plany podróżnicze? Jakie miejsca chciałbyś jeszcze odwiedzić?
Do tej pory odwiedziłem 175 krajów. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych na Ziemi są 192 kraje. Odwiedziłem wszystkie miejsca z własnych środków finansowych. Nigdy nie korzystałem ze sponsoringu, co wydaje się być niemalże niemożliwe. Byłoby super znaleźć dofinansowanie, ale w naszym świecie jest to słabo możliwe. Do odwiedzenia, a raczej poznania zostało mi 17 krajów. Jednak kraje te są na ogół niebezpieczne do podróży i wymagają większych nakładów finansowych. Do niektórych wręcz trudno jest o wizę, ale wszystko przede mną. Są to: Korea Północna, Afganistan, Jemen, Syria, Libia, Republika Środkowej Afryki, Niger, Czad, Haiti, Mozambik oraz wyspy Polinezji i Oceanii, Wyspy Marshalla, Mikronezja, Vanuatu, Tuvalu, Kiribati, Tonga czy wyspa Nauru – najrzadziej odwiedzane państwo świata. Dojeżdża tam około 200 osób rocznie. Chciałbym bardzo odwiedzić Pigmejów zamieszkujących Republikę Środkowoafrykańską.
Masz jakieś ulubione miejsca na świecie, do których chciałbyś wrócić?
W trakcie rejsu z Buenos Aires na Antarktydę dotarłem do osławionego złą sławą przylądka Horn, najbardziej wysuniętego na północ skrawka lądu. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych stref żeglarskich na świecie. To tutaj zderzają się masy wody Oceanu Atlantyckiego z wodami Oceanu Spokojnego tworząc potężne fale dochodzące do 30 metrów wysokości, a wiatry potrafią pędzić z szybkością 100 km/h. Miejsce to odebrało życie dziesięciu tysiącom marynarzy. Na dnie zalega podobno 800 wraków zatopionych statków. Miałem dużo szczęścia i miałem wrażenie, że wygrałem los na loterii. W czasie mojego pobytu trafiłem na jednogodzinne okienko pogodowe, dzięki któremu nasz statek mógł zbliżyć się do skalistych, wietrznych, prawie zawsze zamglonych skał przylądka. Byliśmy tak blisko, że wydawało się prawie na wyciągnięcie ręki. Widzieliśmy latarnika na swoim posterunku. Wielu żeglarzy marzy o przepłynięciu przylądka Horn. Kilku to się udało, w wśród nich są też Polacy. A dalej… Dalej tylko Antarktyda.


Czy spotkani ludzie często dzielą się z Tobą ciekawymi historiami ze swojego życia?
Poznawanie ludzi w czasie podróży jest nieuniknione i całkiem przyjemne. Nie zawsze takie znajomości kończą się przyjaźniami, jednak pozostawiam kontakty podróżnicze. Kiedy podróżuje się w pojedynkę, łatwiej jest dołączyć do innego globtrotera. Wtedy wspólnie podejmujemy decyzje, co do dalszej podróży. Dzisiaj już nie przeszkadza mi słaba znajomość angielskiego czy innych języków. Kiedyś było trudniej. Teraz każdy ma pod ręką translator, który ułatwia kontakt. Oczywiście uważam, że byłoby prościej i ciekawiej móc swobodnie władać językami. Nie dane mi było uczyć się w szkole, dlatego współcześnie dzieci i młodzież mają komfortową sytuację w szkołach. Zawarte znajomości często skutkują wymianą wiedzy o różnych miejscach, do których zmierzam. Jeśli nowo poznani znajomi już te miejsca odwiedzili mogę korzystać z pomocy w organizacji podróży. To jest taka wymiana sprawdzonych wiadomości.
Jak poznajesz lokalne zwyczaje i tradycje, kiedy jesteś w nowym miejscu?
Nie jest to wcale częste, ale wielokrotnie w moich podróżach miało to miejsce. Ostatnio, w tracie pobytu w Bhutanie. Odwiedziny tego kraju do niedawna niedostępnego dla turystów, są możliwe wyłącznie, kiedy przed przyjazdem wykupi się pakiet pobytowy i lot. W pakiecie zazwyczaj jest też przewodnik, który jest nierozłączny. Mnie udało się dostać bardzo kontaktowego przewodnika. Zgraliśmy się świetnie. Zaprosił mnie na wioskę do domu swojej siostry, gdzie po smakowaniu różnych lokalnych przysmaków i degustacji lokalnej wody ognistej nastąpiła nauka strzelania z łuku. Strzelanie z łuku jest sportem narodowym w Butanie. Zorganizowane we wsi zawody w łucznictwie Polska-Bhutan kurtuazyjnie przegrałem 5:1. Takich znajomości i czasu spędzonego w innej kulturze, kiedy ludzie otwierają przede mną swoje domy i swoje prywatne życie nigdy nie zapomnę. W ten sposób poznaje tradycje i kulturę odwiedzanego kraju, ale nawet mam możliwość wzięcia w nich udziału.

Podróżnik jest otwartym człowiekiem, który próbuje swoich sił w wielu dziedzinach. Zagrał w kilku produkcjach telewizyjnych Policjantki i policjanci czy Lombard – życie pod zastaw Występował w programie 99 gra o wszystko. Ponadto jako celebryta udzielał wywiadów dla różnych stacji radiowych oraz w telewizji. Napisano o nim wiele artykułów. Jest osobą ciągle naładowaną energią i wykorzystuje swój czas na podróże, na dzielenie się swoimi przygodami na festiwalach, w trakcie udzielanych wywiadów, a kiedy ma chwilę spokoju planuje kolejne wyjazdy. Ostatnio przejechał w 48 godzin pociągiem dookoła Polski, przesiadając się tylko na stacjach – od Szczecina do Szczecina. Po pół roku oczekiwania na korzystną pogodę razem z żoną latali balonem nad swoim rodzinnym miastem. Niezwykłość jego polega na tym, jak sam przyznaje, że stara się dotknąć każdej dziedziny życia.


Ryszard jest autorem książki Opowieść o człowieku o stalowych nogach, wydanej w 2021 roku. Choć w księgarniach nakład został wyczerpany, to jest jeszcze szansa na jej zakup bezpośrednio u autora wraz z autografem. Można wysłać zamówienie na adres redakcji, redakcja.dookolaswiata@gmail.com Koszt to 30 złotych + koszt wysyłki.
Rozmawiała Agata Kosmalska
Zdjęcia: Ryszard Tunkiewicz