Zdobycie Rio Colca
Najgłębszego Kanionu na Ziemi
Jerzy Majcherczyk

Jurku, to wielka przyjemność porozmawiać z tobą przed ogromną publicznością. Jesteś odkrywcą, zdobywcą, nieustraszonym podróżnikiem, mężem, ojcem, dziadkiem, przyjacielem i patriotą. Jesteś niezwykłą osobą – człowiekiem huraganem, błyskawicą o dobrym sercu, który nieustająco przemierza świat z polską flagą utkniętą w plecaku. Chciałbyś coś dodać?

JM

Jestem niesamowitym facetem, jestem kreatorem, zawsze miałem dziesiątki pomysłów i niespożytą energię, nigdy nie czuję się zmęczony. Zawsze też byłem społecznikiem. Już w szkole średniej prowadziłem Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe, miałem osiągnięcia w rzucie dyskiem i kulą, grałem w siatkówkę. Wraz z kolegą, z którym dzieliłem pokój mieszczący się nad kinem Wolność w Krakowie, kiedy zaczęliśmy studiować – Piotrem Chmielińskim, założyliśmy klub kajakowy Bystrze. To był początek wszystkiego. 

Mam też wady, a szczególnie jedną. Tak mocno angażuję się w swoje pasje, że poświęcałem im więcej czasu niż nauce. Studiowałem na AGH i na Politechnice, ale ostatecznie nie skończyłem studiów, tuż przed egzaminami i obroną wyjechałem na wyprawę Canoandes’79. Nazwę tej wyprawy wymyśliłem po rozmowach z Boliwijczykiem, który studiował ze mną na Politechnice.

***

Upłynęło 45 lat od wydarzenia, które zmieniło twoje życie. Można powiedzieć, że ukierunkowało ono twoją drogę. Wydarzenie to powinno wpłynąć na polskie odkrywanie świata, co się wydarzyło. Mam wrażenie, że pamięć o nim w kraju jest niewystarczająca. W 1981 roku po dwóch latach tułaczki po Ameryce, przeplatanej spływami rwącymi rzekami zdecydowaliście wraz z pozostałymi członkami wyprawy na pokonanie rzeki Rio Colca w Peru.

JM

Cała wyprawa Canoandes’79 była wymagająca, długa i niezwykle ciekawa. Wiele rzek zostało pokonanych po raz pierwszy. Wcześniej nikt nimi nie spływał. Spływ Rio Colca był trudny i zaskakujący. Nie wiedzieliśmy, co nas czeka tam na dole, w kanionie. Byliśmy młodymi ludźmi pełnymi odwagi, ale na Rio Colca wiele razy ciążyły nad nami czarne chmury. Odkrycie, że kanion Colca jest najgłębszy nastąpiło później. Staliśmy się odkrywcami. To uczucie jest czymś wyjątkowym. Nikt nie powtórzył naszego spływu. Szkoda, że najpierw zabroniono o tym mówić w Polsce. Starałem się całe życie, aby to wydarzenie było znane, aby zostało zapisane gdzieś w historii, a może aby ukazały się znaczki pocztowe upamiętniające to wydarzenie. Nasze odkrycie uznano obok pierwszego zdobycia Mount Everestu, jako jedno z największych odkryć i wydarzeń na świecie. Dzisiaj na Mount Everest w ramach turystyki górskiej wchodzi kilkaset osób rocznie. Wielu ludzi po prostu zdobywa ten szczyt. Ile osób pokonuje Rio Colca? Owszem kanion jest udostępniony turystom do zwiedzania, ale z góry. Można popatrzeć na przykład z tarasu znajdującym się przy Krzyżu Kondora. Nieliczni pokonują 1200 metrów z Cabanaconde do Sangalle, gdzie też mogą znaleźć się w samym kanionie. Jednak wciąż Rio Colca jest osiągalna tylko dla nielicznych i tylko na krótkim odcinku. Walczymy o należne miejsce nam w szeregach odkrywców na świecie. Zostaliśmy docenieni przez poważne instytucje i towarzystwa geograficzne, ale do dzisiaj nie ma o nas wzmianki na lekcjach geografii w polskich szkołach. No cóż? Od czterdziestu pięciu lat robię wszystko, aby wydarzenie to nie zostało zapomniane.

***

Przed wami leżała przyszłość odkrywców, ale zamknęły się drzwi powrotu do Polski. Mimo to przez lata służyłeś ojczyźnie. Pierwszy patriotyczny krok to zorganizowanie wraz Andrzejem Piętowskim marszu niepodległościowego poparcia Solidarności w Limie. Zryw w tak odległym kraju przyczynił się do zwrócenia uwagi na przewrót w naszym kraju, kiedy Polacy potrzebowali każdego wsparcia. 

JM

W tamtych czasach wszystko wydawało się mniej kolorowe. Byliśmy od dwóch lat na innym kontynencie, ale tęskniliśmy za naszym rodzinnym krajem, za rodziną i ojczyzną. Wychowałem się w latach Polski Ludowej, borykałem się z wieloma trudnościami, ale zawsze marzyłem o wolności, która pomaga realizować marzenia. Wtedy tam na obcej ziemi, kiedy dowiedzieliśmy się o wybuchu stanu wojennego i internowaniu wielu Polaków, postanowiliśmy cos zrobić. Zdecydowaliśmy się na organizację marszu poparcia dla Solidarności. Cały świat przyglądał się Polsce. My byliśmy już znani w Peru i mogliśmy to wykorzystać. Mieliśmy poparcie peruwiańskiego noblisty Mario Vargasa Llosy i samego prezydent Peru. 28 grudnia 1981 roku, w trakcie zorganizowanego przeze mnie i Andrzeja Piętowskiego, marszu w Limie na Placu Zwycięstwa zgromadziło się dwanaście tysięcy osób. To było nieprawdopodobne i wręcz niesamowite. Została odczytana petycja, w której potępialiśmy wprowadzenie stanu wojennego oraz żądaliśmy uwolnienia niesłusznie internowanych. To było wielkie wydarzenie. Robiliśmy wszystko, co tylko leżało w naszej mocy. Byłem wtedy dumny, że mogłem tyle zrobić. A nie było to łatwe. Mieliśmy ograniczone środki i narzędzia. Nie było Internetu, telefonów komórkowych. Kontakt z Polską ograniczono do minimum, a jednak unieśliśmy ten ciężar i dzisiaj zawsze o nim wspominam.

***

Pozostając przy wątku patriotycznym warto byłoby wspomnieć o Kołymie. Tam, w miejscu śmierci tak wielu Polaków, zawiozłeś i zostawiłeś krzyż z tablicą pamiątkową.

JM

To jest zupełnie oddzielny wątek, inny rozdział w moim życiu. Długo by opowiadać. Kołyma jest symbolem, jest miejscem zamordowania tysięcy Polaków. Postanowiłem upamiętnić to miejsce. Miałem nadzieję, że będzie to takim swoistym pogrzebem tych zapomnianych ludzi, których nikt nigdy nie pochował w należyty sposób. Przygotowywałem się do tej wyprawy długo. Ostatecznie tam, na wzgórzach postawiliśmy piękny krzyż, który naznaczył to miejsce na zawsze. 

***

W życiu miałeś dobre i zle chwile, pokonywałeś wiele trudności, zawsze pozostałeś jednak wierny swoim przekonaniom i skutecznie poprzez różne działania: mówiłeś o waszym odkryciu, zaangażowałeś się w prace społeczne. Założyłeś Polonijny Klub Podróżnika, który prowadzisz od lat.

JM

Polonijny Klub Podróżnika to rozdział mojego życia, w którym ciagle utrzymuję kontakt Polonii w USA z Polakami. Ta działalność jest dla mnie bardzo ważna. Spotykamy się w dużych grupach, organizujemy spotkania. Każdego roku odwiedzają nas zaproszeni goście z Polski. Było u nas wielu podróżników i artystów. Gośćmi byli Elżbieta Dzikowska, Marek Kamiński, Zbigniew Wodecki, Wojciech Cejrowski i wielu innych. Proszę pamiętać, że na obczyźnie zawsze tęskni się za swoim krajem. W ten sposób staram się być bliżej niego.

***

Słowa „robię to co lubię, kocham to co robię… rzeczywiście odzwierciedlają spełnianie marzeń? Jesteś człowiekiem sukcesu, prowadzisz wraz z żoną Małgosią biuro podróży. Miałeś okazję poznać wielu ludzi, podróżników, piosenkarzy, aktorów, wystarczy wymienić Irenę Jarocką, Zbigniewa Wodeckiego, Elżbietę Dzikowską, Andrzeja Zawadę, Jacka Pałkiewicza, Marka Kamińskiego… 

JM

W 1991 zostałem wprowadzony do The Explorers Club w Nowym Jorku. Ze względu na mój charakter, który zawsze myśli o wszystkich postanowiłem wciągnąć do klubu znanych Polaków z podobnymi osiągnięciami. Zaangażowaniem i wielkim wysiłkiem udało mi się utworzyć oddział The Explorers Club w Warszawie. Na liście członków pojawiły się nazwiska Tony’ego Halika, Elżbiety Dzikowskiej, Stanisława Szwarc-Bronikowskiego i wielu innych. Polski oddział działa do teraz. Tak poznawałem artystów, podróżników, pisarzy – ludzi, którzy odcisnęli swoje piętno na polskiej karcie historii. Wielu z nich zabierałem na wycieczki do Peru. To były cudowne wyjazdy, pełne wzruszeń i odpowiedzialności, z jaką od zawsze opowiadam uczestnikom moich wyjazdów.

***

Wasze odkrycie zmieniło życie rdzennej ludności tego regionu Peru, z naturalnej cywilizacji, na komercyjne przyjmowanie turystów. Kiedy się poznaliśmy wspominałeś o niszczeniu środowiska przyrodniczego, a także o tym, że coraz częściej zauważasz niesprawiedliwości społeczne. Zaangażowałeś się w prace wspierające szkołę im. Jana Pawła II w Huambo. Imienia naszego rodaka, polskiego papieża, który również znaczy dla ciebie bardzo dużo.

JM

Jan Paweł II zawsze zajmował w moim życiu specjalne miejsce. Jego historia tworzyła się w czasach, kiedy tworzyła się moja historia. Przeplatały się daty, a jego postać budziła we mnie siłę do działania. Przeżywałem bardzo ciężko, kiedy papież został postrzelony. Modliłem się, kiedy wracał do zdrowia. Miałem okazję odwiedzić go w Rzymie w czasie audiencji. Odkrywcy mają przywilej nadawania nazw odkrytym rzeczom. Dlatego oprócz nazw polonijnych, np. Avenida Polonia, często używaliśmy imienia polskiego papieża. Wodospady, przez które przeprawialiśmy się w kanionie Colca nazwaliśmy Wodospadami Jana Pawła II. Jego imieniem też nazwaliśmy szkołę w małej miejscowości, daleko poza cywilizacją w 1981 roku – Huambo. Tam mieliśmy przystanek, w którym mogliśmy skorzystać z pomocy naprawy pontonu, zaopatrzenia w żywność i podstawowe lekarstwa. Od tamtego czasu zadbałem o nową szkołę w miasteczku, o jej wyposażenie i edukację dzieci. Wśród wychowanków szkoły Jana Pawła II w Huambo mam wielu chrzesniaków. Wielu z nich to dorośli ludzie. Kiedy jadę tam z kolejną grupą, zawsze odwiedzam to miejsce i od lat staram się wspierać.

***

Twoje serce od 40 lat bije mocno dla jednej kobiety, która dzieli twoją miłość i twoje pasje, wspiera cię w pracy i w działalności społecznej, w wychowaniu trzech wspaniałych synów. Możesz opowiedzieć o tej historii rodem z najpiękniejszych filmów?

JM

Mój uśmiech mówi sam za siebie. Tak. To wielkie szczęście. Moja rodzina. Moją żonę poznałem przypadkowo. Kiedy pierwszy raz otworzyła mi drzwi, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Oświadczyłem się po kilku dniach i szybko się pobraliśmy. To niewiarygodne, kiedy o tym mówię, ale nasza miłość i nasze małżeństwo to niekończące się szczęście. To historia rodem z najpiękniejszych książek. Małgosia jest cudowną, wyrozumiałą i mądrą kobietą. Jest świetnym organizatorem, wspaniałą żoną, matką i teraz babcią od kiedy mamy wnuki. Przez czterdzieści lat wspiera mnie we wszystkich działaniach. Popiera moje pomysły, ale przede wszystkim uczestniczy w ich realizacji. Jeśli chodzi o moje małżeństwo to wygrałem na loterii. Mam trzech synów. Wszyscy są już ustatkowani w dorosłym życiu. Każdy z nich jeździł ze mną na wyprawy. Piotr i Paweł mają swoje własne biznesy i szczęśliwe rodziny. Czekamy właśnie na kolejne wnuki i wierzę, że z nich będę tak samo dumny, jak jestem ze swoich synów.

***

Przygotowała Agata Kosmalska