ZIELONA WYSPA, CZ.III
Do małego wydawać by się mogło, sennego miasteczka nad rzeką Lugg słynącego z największej ilości sklepów z drugiej ręki, przejeżdżam przez Luston. Oprócz niezwykle ciekawej architektonicznie zabudowy skupionych starych magicznych budynków wzdłuż drogi, można zatopić się w kolorowych bukietach kwiatów i wejść do budki telefonicznej, która jest biblioteką. Leominster (Llanllieni po walijsku) jest drugim największym miastem w hrabstwie po Hereford. Charakteryzuje się dość sporej wielkości rynkiem w samym centrum, na którym organizowane są dwa dni w tygodniu jarmarki świeżej i zdrowej żywności, najczęściej lokalnych producentów. Tuż przy ryneczku stoi jeden z najstarszych budynków miasta – Market House, zbudowany w 1634r. o bardzo charakterystycznej architekturze z czasów saksońskich, odrestaurowany na wzór włoski z wieżą zegarową.






LEOMINSTER
W Leominster, podobnie jak w każdym mieście i miasteczku stoi 900-letni kościół The Priory Church of Saint Peter and Saint Paul (Klasztorny Kościół św. Piotra i św. Pawła), otoczony ogrodem z równo skoszoną angielską trawą, niegdyś służącym jako cmentarz. Stare przewracające się nagrobki przestawione zostały wokół kamiennego ogrodzenia. Kościół celtycki został założony w 660 roku przez św. Edfritha – misjonarza z Lindisfarne, jako pierwszy wielki kościół w hrabstwie, na długo przed budową katedry w Hereford. Legenda głosi, że Edfrith tłumaczył królowi Mercji – Merewalhowi jego burzliwe sny, czym przyczynił się do nawrócenia króla na chrześcijaństwo. Efektem czego Merewalh i jego następcy zainspirowali się do obdarowania fundacji rozległym majątkiem, obejmującym dwadzieścia siedem parafii, które tworzą współcześnie posługę zespołową, natomiast wcześniej, jako romański Klasztor Benedyktynów.







Ten nizinny i bagnisty obszar w tamtych czasach był wyspą. Kiedy wytyczono granice budowli, płynące strumienie od strony północnej i wschodniej tworzyły granice, a wał ziemny zbudowano od strony południowej i zachodniej. Do dziś jest widoczny wokół krawędzi Grange. Wielki kościół był centrum złożonej sieci gospodarstw rolnych i kościołów, co czyniło go bogatym i wpływowym. Z saksońskiej katedry zachował się ważny modlitewnik, częściowo napisany przez kobietę. Przypuszcza się, że z tego powodu klasztor stał się żeńskim zakonem, zgodnie z regułą benedyktyńską, aż do 1100r. Po wielu grabieżach, których padł ofiarą, ostatecznie został zniszczony.
W 1125 roku Henryk I ponownie założył klasztor i przekazał go pod opiekę Opactwu w Reading. Jego zależność spowodowała, że nazywany jest przeorem. Biskup Opactwa Reading, Richard de Capella w r. 1120 ustabilizował pozycję kościoła w Leominster. Wpływ na tę sytuację miała również Królowa Maria w 1554r. Miasteczko leży bowiem w samym środku trasy Londyn-Worcester oraz Shrewsbury-Hereford-Bristol.







Klasztor Leominster jest częścią Zespołu Służby Leominster, który obejmuje 23 kościoły: wschodnie parafie: Stoke Prior, Kimbolton, Hamnish, Hatfield, Ford, Hope-under-Dinmore, Pudleston, Bockleton, Middleton-on-the-Hill, Leysters, Humber i Docklow oraz zachodnie parafie: Dilwyn, Orleton, Brimfield, Eyton, Eye, Yarpole, Croft, Luston, Ivington i Monkland. Podobnie jak w każdym budynku kościelnym w Anglii zarówno architektura, jak i wnętrze nie różni się od innych. Wewnątrz: ołtarz, dwie nawy, miejsca siedzące dla wiernych i uczestników odbywających się regularnie eventów. W niedziele i wybrane dni odbywa się serwis modlitewny, a jednak… nie kościół. Nie mniej jednak wszystkie dawne i obecne kościoły służą ludziom, są otwarte od rana do wieczora. Można przyjść posiedzieć, pomodlić się, wziąć udział w spotkaniach, prezentacjach, warsztatach, posłuchać koncertu, wypić kawę, a nawet zjeść coś i oczywiście skorzystać z toalet, w które są wyposażone.




W latach 1853 – 1932 odrestaurowano wieżę kościoła, prezbiterium, absydy i ambulatorium z trzema promieniście rozchodzącymi się kaplicami, z których jedna nosi nazwę Lady Chapel. Jest oazą ciszy i spokoju. Można tu pomodlić się lub pomyśleć, a nawet porozmawiać z samym sobą.
Wnętrze kościoła jest piękne. Nie ma balkonu, a wysoko zawieszony sufit, na kolumnach połączonych wielkimi, masywnymi kamiennymi łukami wygląda imponująco. Niesamowita przestrzeń. Pośrodku coś na kształt miejsca dla leadera prowadzącego zajęcia, wokół krzesła wyściełane poduszkami, po jednej stronie za kolumnami plac zabaw dla dzieci. Ołtarz stoi na swoim miejscu, a za nim pięknie zdobiona rzeźbami i obrazami nawa. Ogromne okna z kolorowymi witrażami są magiczne. Witraże to prawdziwe dzieła sztuki. Zostały zrobione na przełomie XIX i XX w. Pierwszy pokazuje scenę ukrzyżowania z udziałem św Piotra, Marii, Jana i Benedykta, instrumentów Męki Pańskiej i aniołów (1922 r.). W Kaplicy Matki Boskiej witraż (1898r.) przedstawia Zwiastowanie i Wcielenie oraz Mojżesza z Płonącym Krzewem. Kolejny – Narodzenie Pańskie i Zwiastowanie pasterzom. Powyżej solidnego, mocnego filaru, narożna, niezwykła, normańska groteska przedstawia szerokooką, wąsatą twarz z otwartą paszczą, z której wychodzą węże Jest posadowiona na dolnym końcu zygzakowatego fryzu, przylegającego do dachu nawy, ściana zaś, ma okrągły, normański otwór nad kolejnym oknem. Fasada normańska prawdopodobnie była znacznie bardziej dostojna. Wielki portal o spiczastym łuku był dobudowany nieco później. Kapitale przedstawiają różne sceny: ptaki, mężczyzn w kapeluszach pielęgnujących winorośl, zwijające się węże, Samsona i lwa. Warto zwrócić uwagę na malowidło ścienne datowane na 1275 r. przedstawiające Koło Życia z kręgiem kobierców obejmujących sześć epok życia człowieka. Czyż to nie jest interesujące? Od wieków ludzie interesowali się drogą życia, przeznaczeniem i naturą. I oczywiście chrzcielnica (babtysterium) pochodząca z XIII w., której udało się przetrwać transformację kościoła katolickiego na ewangelicki.









W 1239 roku konsekrowano nową nawę parafialną obok nawy normańskiej. Prawie sto lat później dobudowano nawę południową w stylu dekorowanym, co spowodowało przesunięcie wczesnoangielskiej kruchty. Do części parafialnej kościoła dobudowano w XV w. zachodnią wieżę i okno, co miało być wyrazem rosnącego bogactwa oraz potęgi elity miasta. Klasztor został przekazany Koronie w 1539 r. Części klasztorne zostały zburzone, a kamień, metal i szkło sprzedane. W okresie ikonoklazmu w kościele parafialnym zniszczono wizerunki Chrystusa, Matki Boskiej, świętych i aniołów. Leominster z entuzjazmem zaangażowało się w tę destrukcję, a większość witraży trafiła do domów w mieście. Kościół przetrwał wzloty i upadki życia religijnego. Przeznaczenie klasztoru może się zmieniać, ale jego bogate dziedzictwo będzie zachowane i pozostanie budynkiem stanowiącym serce życia Leominster.




W miasteczku jest park z kilkoma figurami koszącymi trawę i miejscem pamięci poległym w I Wojnie Światowej. W mieście wraz z wiosną jest coraz więcej wiszących kwiatów, małych sklepików i ruch uliczny. Poza tym nie ma nic oprócz obsługi serwisowej mieszkańców i kilku większych sklepów poza centrum. W każdą niedzielę organizowana jest wyprzedaż z samochodu. Wjazd kosztuje połowę funta i można połazić po łące i pogadać między śniadaniem a lunchem.
NA POMNIKU czytamy:
Ku chwale Tym, którzy przynieśli zwycięstwo i pokój oraz dumnej i wdzięcznej pamięci mężczyzn z Leominster, którzy oddali życie w imię ludzkości podczas wielkiej wojny 1914-1918.
No i oczywiście jest dworzec kolejowy. Dwa parterowe kamienne budynki i zadaszona platforma jest podparta stalowymi słupami (1853r.). Jeden tor w jedną stronę, drugi – w drugą. Ot – co. Nie ma nikogo, obsługi, kierownika stacji, nie ma nic. Stoi stary budynek dworcowy, bez okienka z biletami, bez informacji. Skoro każdy kupuje bilet online, to wie na jaki pociąg i zna godzinę jego odjazdu. Jeśli nie kupi, zawsze może to zrobić w pociągu. Po prostu wsiadł, kupuje bilet i jedzie… w nieznane.


Przed dworcem – angielska, czerwona budka telefoniczna. Co prawda nie ma w niej aparatu telefonicznego, nikt bowiem jej nie używa już do telefonowania, jak wskazywałaby nazwa, ale jest zwykłą dekoracją. Przez miejsca, gdzie kiedyś były szyby poprzekładano woreczki jutowe, zasadzono kwiatki i przez 9 miesięcy w roku budka zarasta przepięknymi kwiatami w różnych kolorach. Pozostałe trzy miesiące – odpoczywa, ale żeby nadal była dekoracją, na jej dachu poustawiano maskotki i zabawki. Z całą pewnością nikt nie przejdzie obojętnie nie zauważając tego ciekawego artefaktu przy dworcu kolejowym. Zresztą budki ustawione przed laty, pewnie od czasu, kiedy Bell wymyślił telefon, stoją dodzisiaj nienaruszone. Zmieniło się ich wykorzystanie. Służą jako ozdoby i dekoracje, biblioteki, przystanki chroniące przed deszczem…
Leominster leży zasadniczo na terenach rolniczych, wśród pół, łąk, lasów i traktów spacerowych. Nigdy nie wystarcza czasu, aby odwiedzić wszystkie miejsca, aby przejść każdy szlak pieszy, ale o każdej porze roku warto się na niego wybrać.

Poza miastem cała okolica, ta bliższa, i ta dalsza to mnóstwo ciekawych miejsc. Ktoś zaproponował odwiedzenie niewielkiej miejscowości Kimbolton, gdzie mieszka pewnie niecałe 450 osób. Opis wydał się interesujący, więc ruszyłam ku wyzwaniu. Start obok lokalnego pubu The Stockton Cross, gdzie z łatwością można nieodpłatnie zaparkować samochód i ponieść się magii zarośniętych ścieżek leśnych, przełażenia przez płoty, uciekania przed rogatymi bykami.














Oznaczenia drewniane wskazujące drogę niejednokrotnie były przysłonięte żywopłotami. Potrzeba dużej uwagi, aby nie przegapić wskazanego szlaku. Udało się przejść 70%, później ostatecznie droga została zgubiona i trzeba było improwizować i wtedy właśnie trzeba być ostrożnym. Tak długo, jak się trzyma szlaku, ścieżki są zazwyczaj przycięte, nie ma spuszczonych, biegających zwierząt i można śmiało przechodzić przez prywatne posesje. Kiedy jednak zejdzie się z wyznaczonej drogi, pozostaje tylko wejść na najbliższą ulicę i poszukać nowego odnośnika, aby z powrotem wejść na szlak spacerowy.









KIMBOLTON
Kimbolton jest tak małe, że nie ma kościoła, ani szkoły, ani niczego. Jest tylko pub The Stockton Cross o charakterystycznym angielskim wyglądzie, z ogrodem kwiatów i ławkami na zewnątrz. Puby we wszystkich miejscowościach z reguły są rodzinnymi interesami, przechodzącymi z ojca na syna. Można w nich napić się piwa oczywiście, ale również zjeść wyśmienite lokalne potrawy. I do tego w weekendy miejsca trzeba wcześniej rezerwować, bez tego, aby je znaleźć trzeba mieć dużo szczęścia. Tak właśnie myślałam dopóki, dopóty nie znalazłam opisu Kimbolton w pracy naukowej Alana Brooks i Nikolausa Pevsner (The building of England, Hereforshire). Wtedy dowiedziałam się, że w Kimbolton znajduje się miejska świetlica, kilka kawiarni, agroturystyka, sady i ogrody oferujące przyjemne spędzenie czasu przy kawie i wybranym posiłku, szkoła podstawowa, przedszkole, a także normański kościół Kimbolton St James.

Niegdysiejsza kaplica Kimbolton, obecnie kościół, stojący na wzniesieniu najprawdopodobniej jest domniemanym miejscem pochówku Owaina Glyndwra właściciela zamku w Goodrich, do którego wrócę w kolejnym artykule. Kościół St. James Kimbolton stoi na uboczu miasteczka, na wzniesieniu, otoczone niewielkim cmentarzem. Jak wszystkie kościoły jest zbudowany z kamienia, dość duży i wyniosły z wielkimi drewnianymi wrotami, tak samo starymi prawdopodobnie jak sama budowla. Wewnątrz prezbiterium normańskie z pojedynczymi oknami, długa nawa, transept, krótka wieża bez podpór z wysoką, pokrytą gontem iglicą. Zdobione płytkami otwory na dzwony oraz ostrołukowe wejście z ciągłym gzymsem, podobnie jak kruchta, pochodzą z lat 1874-75, kiedy to przeszły renowację przez mistrza Haddona.






Haddon wykonał prezbiterium i łuki transeptu, dach i większość wyposażenia, okrągły front, kamienną ambonę z ażurowymi maswerkami. Stół ołtarza jest zrobiony z litego drzewa dębowego w 1906r. Osiem okien autorstwa Heatona, Butlera i Bayne’a, pochodzi z lat 1897-1910, ale prezbiterium i transept poniżej ostatniego okna – z 1940 r. Kościół otoczony jest zielonym przyciętym trawnikiem, starymi płytami nagrobnymi i niesamowitą ciszą. Przed nim stoi drewniana ławeczka, a po obu jej stronach wielkie donice z różnokolorowymi kwiatami. Miejsce wyśmienite na reset umysłowy, na głębsze przemyślenia, na wspomnienia, na przestanie myślenia i wyznaczenie miejsca startu może nowej, może innej drogi życiowej.




Jak się okazało w miejscowości znajduje się kilka historycznych perełek wciąż używanych i wykorzystywanych przez pokolenia. Kimbolton, jak na każdej angielskiej wsi nie ma numerów domów, każdy ma swoja nazwę. Stare domy o niemodnej już elewacji Old Vicarage, Pateshall Farm, Upper Kimbolton Farm, Lea Farm, Upper Bache Farm stoją w zadbanych ogrodach z niesamowitą ilością kwiatów i drzewek.

Około dwóch kilometrów od kościoła, nad potokiem Whyte, znajduje się niewielkie grodzisko o kształcie owalu z epoki żelaza – Bath Camp. Przy głównej drodze natknęłam się na kaplicę Metodystów, która stoi na prywatnej posesji – Stockton, jakby nigdy nic. Mało tego jest zamieszkała, służy bowiem jako dom mieszkalny – Primitive Methodist Chapel (1850r.)














PRYWATNE OGRODY i SAD
Farmerzy udostępniają swoje ogrody dla odwiedzających, a w starej małej stodole serwują poczęstunki słodkie każdego popołudnia. Można napić się pysznej kawy i zjeść ciastko kawowe, cytrynowe, marchewkowe albo czekoladowe. Można kupić kwiaty dla siebie, albo po prostu posiedzieć i odpoczywać na łonie natury.



EYTON
Kiedy tak pokonuje się zielone trakty, wzdłuż bujnych żywopłotów, ścieżki leśne i parkowe, łąki mieniące się różnobarwnymi kwiatami, porośnięte pola zbożami czasem słonecznikiem można napotkać więcej ciekawych historycznych artefaktów, szczególnie kościołów i zamków. Jest ich bardzo dużo w tych okolicach, tutaj Anglia graniczy z Walią. Zamiast trzymać się głównej drogi do Leominster przez Luston wybrałam drogę poza światem, przez Eyton. Malutka miejscowość, w której nie ma nawet skupiska domków, a wszystkie są porozrzucane po okolicy. Tutaj czuje się duszę średniowiecza. Gdzieś zupełnie z boku, przy wąziutkiej dróżce stoi kościół All Saints. Jest znacznie mniejszy niż poprzednio opisywane, ale również kamienny i otoczony wiekowymi nagrobkami oraz trawnikiem. Niesamowite, ile lat, a nawet wieków, ile pokoleń przetrwał ten kościół! Nie jest on jak poprzednie świetlicą, ale można tutaj również uczestniczyć w spotkaniach i nie tylko kościelnych. Oczywiście w każdą niedzielę odbywa się msza, na która przyjeżdżają wszyscy wierni z całej okolicy, ponieważ w innych kościołach, choć większych i bardziej popularnych, msze są czasami, w wyznaczone dni.

Kościół z normańską nawą pochodzi z XII wieku i nie zmienił się od tamtej pory architektonicznie. Wejście główne do budynku nie jest naprzeciw ołtarza, jak zazwyczaj w kościołach katolickich, a z boku przez drewniane drzwi i drewniany ganek, uwaga zamykane tylko na drewniany skobel. Uff! Wewnątrz prosto fryzowana nawa prowadząca do ołtarza, profilowane płyty ścienne i okna z głowicami w kształcie oślich trójliści, przeważnie lancetowate, ustawione dwójkami lub trójkami, odświeżone w 1889r. Dach pochodzi aż z 1500 r. z łukowymi obrożami i blankami. Prezbiterium ma dwa rzędy wiatrownic w kształcie czterolistnych profilowanych murłat.






W Eyton można doszukać się również domów o starej architekturze Eyton House, Eyton Court, Marsh House oraz największe Eyton Old Hall i Eyton Hall. Niestety wszystkie pozostają zamieszkałe i wejście do środka wymaga zaprzyjaźnienia się z właścicielami. Jednak z zewnątrz można cieszyć oko bez ograniczeń czasowych.





Tekst i zdjęcia: Agata Kosmalska