GOODRICH CASTLE, ROSS ON WYE
ZIELONA WYSPA cz. IX
Wśród niesamowitej ilości zamków na terenach Wielkiej Brytanii można zwiedzać stare, starsze i najstarsze, z których część jest w idealnym stanie, a część jak to bywa z zamkami – w ruinie. Wszystkie jednak są położone na przepięknych terenach, w parkach, zachwycają magią tajemnicy, dziejów mieszkańców tych miejsc oraz spektakularnymi krajobrazami. Majestat zamków zawsze pozostanie królewski bądź książęcy i zawsze jego dzieje będą wielką ciekawostką dla potomnych.
Goodrich Castle jest dość dużym zamkiem położonym na granicy angielsko-walijskiej, wzdłuż której jest mnóstwo innych zamków pochodzących z różnych okresów. Stanowiły one w przeszłości linię bezpieczeństwa i ochrony. Anglicy napadali na Walijczyków chcąc powiększyć swój kraj, a Walijczycy na Anglików, chcąc odebrać, co należało do nich. Tak wspólnymi siłami zamiast budowania murów i ogrodzeń, wzdłuż granicy postawiono kilkadziesiąt zamków. Zamek Goodrich należy do jednego z nich.

Do zamku dotarłam w nieco wilgotną pogodę, dżdżystą, wietrzną i ponurą. Za to mogłam się nim cieszyć sama, bo komu się chce spędzać weekend w zamku, w którym jest zimno, nie ma nic, a niebywale piękny krajobraz z jednej strony na Anglię, a z drugiej na Walię pokrywa opadająca mgła.
Otoczony suchą fosą, dostępny z kładki wspaniały zamek, położony nad rzeką Wye jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych zamków w Wielkiej Brytanii. Historia zamku była spokojna, choć w wyniku krwawego epizodu podczas wojny domowej w XVII wieku budowla ucierpiała dość znacznie.


HISTORIA ZAMKU GOODRICH
Przez wiele stuleci w pobliżu zamku znajdowało się ważne przejście graniczne na rzece Wye, tworząc jeden z głównych szlaków pomiędzy Walią a Anglią. Przypuszcza się, że ziemie wokół zamku tworzyły grodziska już nawet w epoce żelaza, ok. 800 lat p.n.e. Zgodnie z zapisami Ksiąg Domesday z 1086 roku ziemie te były własnością Godrica. To właśnie imię pochodzące z języka angielskiego ustanowiły to miejsce ziemią znajdującą się w granicach Anglii. Według tych zapisów zamek już istniał w 1101 roku. Pierwotna budowla nie przetrwała, a nową zbudował jego wnuk w latach dwudziestych XII wieku. Później kolejni książęta na zamku, jak wspomniałam, Gilbert hrabia Pembroke, jego syn Ryszard Strongbow de Clare i William de Valence. Mieszkańcy zamku zajmowały wysokie pozycje na szczeblach panujących rodzin w kraju, dość powiedzieć, że większość pochowana jest w Katedrze Westminsterskiej i innych ważnych świątyniach w Londynie.





Wracając do historii zamku Ryszard de Clare był odważną osobą, mówiono o nim mąż stanu, walczył u boku króla, również w Irlandii. Jego waleczność w Irlandii stała się tematem normańskiego poematu francuskiego Pieśń o Democie i hrabim. Choć starał się o utrzymanie zamku przez wiele lat, rozbudowywał go i upiększał o kolejne detale architektoniczne, zamek przeszedł ponownie we władanie króla, a to z powodu faktu, że w dniu jego śmierci, dzieci de Clare nie były pełnoletnie. Dopiero po latach przywrócono prawo dziedziczenia dla córki Ryszarda – Izabeli, która zgodnie z obietnicą daną przez ojca, poślubiła rycerza z domu królewskiego Williama Marshalla. Jemu to właśnie król Jan ofiarował zamek w Pembroke. Był on jednym z największych budowniczych kraju, umacniał fortyfikacje, udoskonalał architektoniczne swoje trzy zamki Goodrich, Isk i Chepstow. Po śmierci króla Jana, to właśnie William Marshal wprowadził na tron jego syna – Henryka III (1216-1272), pasował go na rycerza i doprowadził do koronacji młodzieńca. W tym czasie Wiliam odparł najazd Walijczyków na zamek, wypędził Francuzów z Anglii w bitwie w Lincoln (20.05.1217). Miał wtedy 72 lata i dziesiątkę dzieci z Izabelą. Pięciu synów nie doczekało się potomstwa. Zamek w Goodrich przypadł Walterowi. Wszyscy polegli na polach bitwy i w trakcie turniejów. Losy rodziny były przeplatane układami raz z królem Anglii, a to z Walijczykami. Stąd zamek przechodził burzliwą historię przynależności, by w efekcie podzielić go pomiędzy córki Wiliama Marshala. Syn najmłodszej – Joanny, John de Munchensi stał się właścicielem, by w krótce po jego śmierci przekazano zamek jego młodszej siostrze – Joannie, którą wydano za rycerza Williama de Valance, przyrodniego brata Henryka III, czołową postacią polityczną w państwie. Jego rodzice Izabela z Angoluleme i Hugon de Lusignan z Marchii mieszkali w Gaskonii. Do Anglii przyjechali na zaproszenie króla, gdzie ożeniono ich syna z Joanną, dziedziczką Wiliama Marshala. W ten sposób tytuł lordowski przypadł Williamowi de Valence – Earl of Pembroke. Uważany za obcokrajowca nie był popierany przez innych arystokratów, dlatego sam służył wiernie królowi. Brał udział w bitwach pod Lewis i Evesham, krucjacie do Akki, walczył przeciwko Walijczykom, nadzorował budowę królewskiego zamku w Aberystwyth, brał udział w misjach dyplomatycznych w Gaskonii i Flandrii. Po jego śmierci zamek przeszedł w ręce jego żony i jego syna Aymera.

Zamek Goodrich przez długie lata był prowadzony przez Joannę. Co interesujące, hrabina Joanna prowadziła rękopisy rejestrujące wydatki gospodarstwa domowego obejmujące okres od września 1296 do maja 1297. Trzy księgi znajdują się w Archiwum Narodowym. Jest to niezwykle ciekawe dla historyków. Dzięki tym zapisom historia zamku stała się otwartą księga. Wiadomo, że mieszkało w nim wówczas prawie 196 osób, w tym jej dzieci Isabel, Aymer z żoną Beatrice i goście m. In. Gilbert de Clare, urzędnicy, zarządcy, skarbnicy, stajenni, stangreci, kucharze i inni. Dzienniki Joanny zawierają szczegółowe informacje dotyczące podróży, wypłaty dla osób czyniących usługi, dla pracowników, ale co najważniejsze zapłaty za naprawy i dekoracje w samym zamku i za zakupy oraz przygotowanie uczt wydawanych dla gości.
Zamek na początku XIV wieku pozostawał w rękach rodziny. Władał nim Aymer de Balance. Aymar odegrał ważną rolę w angielskiej polityce, często wyjeżdżał na misje dyplomatyczne. Został pojmany, gdy wracał z misji do papieża w Awinionie. Z niewoli wyłupił się popadając w długi, których nigdy nie był wstanie spłacić. Nie postarał się o dziedziców, więc zamek przeszedł w ręce jego siostrzenicy, Elizabeth Comyn. Zanim jednak ta uzyskała pełnoletność zamkiem zawiadywał król. Kiedy dorosła wyszła za mąż za dworzanina i zasłużonego żołnierza walczącego w Szkocji oraz we Francji. Ten ufundował klasztor kanoników augustiańskich we Flanesto, obok zamku. Tak do 1402 roku, kiedy to bezpieczeństwo królestwa zostało zagrożone przez walijską rebelię, na czele której stanął Owain Glin Dera. Kiedy zajęli te tereny Goodrich, zamek został w rękach Gilberta. Kiedy zmarł w Ruen, następcą został jego brat John zwany Postrachem Francuzów. To właśnie Talbotowie dokonali unowocześnień w zamku w XV wieku – nową wewnętrzną galerię na zachodnim krańcu kaplicy, rozbudowali pomieszczenia dla słózby we wschodnim skrzydle, a także dobudowali kolejne piętra.





Znowu wojny i kampanie wojskowe, w tym słynna Wojna Dwóch Róż spowodowała rywalizację pomiędzy domami i właścicielami zamków. Po śmierci hrabiego Shrewsbury, księstwa położonego obok, zamek odziedziczył William Herbert z Raglan, a w 1468 mianowany został hrabią Lembroke. Ostatecznie zamek pozostał w rękach trzeciego hrabiego Shrewsbury, polityka i sędziego. Ciąg nowych zdarzeń, w tym zadłużenie rodziny panującej na zamku sprawił, że zamek pozostawał w rękach dziedzica Kentu, ale na miejscu mieszkał tylko zarządca z rodziną, miejscowy prawnik i dzierżawca tego miejsca. To on nadzorował kolejne prace architektoniczne i gospodarcze w Goodrich aż do wojny w 1642 roku, kiedy o zamek upomnieli się hrabiowie Herefordshire i Marchii Walijskiej. Podczas owej Wojny Domowej zamku zakwaterowano garnizon rojalistów pod dowództwem Henry’ego Lindena, który utworzył w nim stałą kwaterę pasterską. Niespokoje doprowadziły do oblężenia zamku w 1646 roku i jego częściowego zniszczenia. Pamiatyka tamtego wydarzenia jest do dzisiaj stojący na jego terenie moździerz z Roaring Meg, jedyny ocalały z wojny secesyjnej. Od roku 1648 zamek pozostał niezamieszkany i pozostawał w rękach hrabiny Kent. Przez ponad wiek otaczające zamek posiadłości eksploatowane były do celów pozyskiwania i przetwarzania produktów leśnych i drewna, do obróbki żelaza, wydobycia kamienia oraz rybołówstwa. Przez kolejne 135 lat pozostawał w rękach spadkobierców admirała Thomasa Griffina, aby wreszcie w 1920 roku stać się własnością państwa. W 1919 roku Biuro Robót Królewskich po długich negocjacjach z ostatnią właścicielką Louisą Bosanquet przejęło opiekę nad zamkiem. Przeprowadzono wówczas badania archeologiczne, wzmocniono słabe elementy konstrukcyjne budowli, zbudowano kładkę i szlaki piesze.

ZAMEK GOODRICH
Najstarsza część – wieża obronna Goodrich Castle pochodzi z II wieku, zbudowana przez Richarda Strongbow de Clare (zm. 1176r.), znanego jako Zdobywca Irlandii. Rozbudowa zamku trwała niemalże nieustająco, kiedy przejął go nowy właściciel wybitny żołnierz – William Marshal (zm. 1219r.). Do rozkwitu budowli przyczynił się jednak pod koniec XIII wieku przyrodni brat Henryka III – William de Valence (zm.1296r.), który to otrzymał zamek w prezencie od króla za wsparcie w krucjacie Edwarda w 1270 roku.
Zamek Goodrich był najnowocześniejszym w swojej epoce. Wewnątrz grubego kamiennego muru mieścił on budynki mieszkalne o niezwykłej złożoności i architektonicznym wyrafinowaniu. Świetność zamku trwała aż do 1646 roku, kiedy żołnierze – obrońcy zamkowi po dwumiesięcznym oblężeniu zmuszeni byli poddać się parlamentarzystom.

W wyniku prowadzonej bitwy zniszczona została część murów. Dopiero od XVIII wieku zamek stał się atrakcją dla przybyszów, poszukiwaczy historii, magii średniowiecznych dziejów i wreszcie turystom.
W Wielkiej Brytanii jest tak, jak powinno być. Kiedy przyjeżdżasz do zamku lub jakiejkolwiek innej atrakcji turystycznej zawsze jest parking i miejsca, gdzie bez dodatkowych opłat mona zostawić samochód. W większości zamków czy pałaców zwiedzanie jest odpłatne, jednak kwoty nie są wygórowane, bo oprócz samego zobaczenia i zrobienia zdjęć są zawsze dodatkowe atrakcje. Zawsze jest też sklep, w którym oprócz pamiątek można kupić lokalne wyroby, wypić kawę lub zjeść posiłek. Pozyskane pieniądze są przeznaczane na utrzymanie historycznych budynków i zaplecza artystycznego czy utrzymania porządku.
Teren zamku Goodrich nie jest ogrodzony i można podejść z każdej strony. Wokół, bowiem rozciąga się park i pola, na których wyznaczone ścieżki są przeznaczone na spacery. Do głównego wejścia do zamku prowadzi zrzucana kładka, zamontowana pomiędzy dwoma wieżami. Na południowo-wschodniej wieży z czerwonego piaskowca po lewej stronie zamontowano w XIII wieku donżon. Wyglądem, choć nieco mniejszy przypomina Tower of London, którego budowę rozpoczęto w tym samym czasie (1275r.) dla króla Edwarda I. Oba zamki mają półkolisty dziedziniec i wejścia pod katem prostym, łącząc barbakan z otaczającym terenem, mostem zwodzonym i kamienną groblą. Z barbakanu kamienną groblą dochodzimy do ogromnej bramy czyli wejścia do zamku. Co ciekawe bramy wjazdowe do zamków były bardzo szykowne by świadczyć o potędze miejsca, ale też nieustająco wdrażano nowe rozwiązania architektoniczne. W XIII wieku nad bramą umieszczano się też pomieszczenia mieszkalne.
Brama w Goodrich jest niezwykła i wyjątkowa. Charakteryzuje ją asymetria okrągłych wież flankujących wejście. W drugiej zaś wieży zaprojektowano na parterze kaplicę. Nad głównym ołtarzem umieszczono wielkie okno, którego zadaniem było oświetlenie ołtarza głównego. Właśnie owe umieszczenie kaplicy przy wejściu jest nietypowe, co stanowi o wyjątkowości zamku. Kaplica jest niesamowita. Wydaje się być niewielka, ale wysoko umieszczony strop powoduje, że wygląda wręcz majestatycznie.





W zamku, który sprawował funkcje obronne zamieszczono wiele umocnień, których zadaniem było odparcie ataku wroga. Oprócz drewnianego mostu zwodzonego oraz dwóch podnoszonych wrót, zamontowane były obok kikuty łuków z zamontowaną na nich platformę obronną, w murze były otwory strzelnicze, a także wąskie ale wysokie okna dla łuczników, którzy mogli z nich strzelać z łuków.
Oczywiście w każdym z takich zamków mieszkały rodziny szlacheckie, obsługa i żołnierze. Z reguły najciekawsze wydaje się być przystosowanie ponurego, kamiennego, masywnego zamku do mieszkania dla rodziny z dziećmi. A jednak. W pomieszczeniach wokół dziedzińca w wieżach można zauważyć zbudowane kominki, siedziska okienne oraz latryny. W zamku Goodrich mieszkająca rodzina mogła liczyć nawet dwustu jej członków, co potwierdzają zachowane rachunki finansowe hrabiny Joanny Pembroke, wdowy po Williamie de Valence.
Rodzina Williama de Valence i hrabiny Joanny zajmowała północne skrzydło zamku, w którym znajdowały się komnaty. W skrzydle południowo-wschodniej wieży piękne pomieszczenia mieszkalne zajmowały dwa piętra. Przyjmowano w nich również gości.

Dzisiaj wszystko wygląda smutnie, w zamku jedynym życiem jaki jest to spacery turystów. Panuje wszechobecna cisza. Wszak biorąc pod uwagę, że zamek znajduje się na wsi, ta cisza przynosi spokój. Tymczasem staram sobie wyobrazić, jak życie wyglądało w czasie jego świetności. Spotkania, śpiewy, kolacje, tańce. Wszystko to powodowało, że zamek był ciepłym domem dla jego mieszkańców.
Zamek oczywiście zbudowany jest w stylu średniowiecza, kiedy to centralnym miejscem był dziedziniec, z którego można było przejść do różnych pomieszczeń. Po przejściu przez bramę najpierw można odwiedzić wspomniana kaplicę z zachowaną absydą kamiennego ołtarza, następnie wielką salę, która zachowała się bardzo dobrym stanie. W kaplicy można obejrzeć miejsce dla księdza, zlew do mycia naczyń liturgicznych używanych podczas mszy. Księża pełnili rolę nie tylko liturgiczną, ale też obowiązki pracowników administracyjnych, także towarzyszyli członkom rodziny w podróżach. W XV wieku dobudowano w kaplicy drewniany balkon, który nie zachował się do dnia dzisiejszego, ale na powieszonych rysunkach można podziwiać kunszt zdobienia w drewnie. Jedyne co pozostało po balkonie to kamienne schody z parteru prowadzące na pierwsze piętro do wejścia na balkon. Wraz ze schodami dobudowano również dwa kolejne ołtarze, jak się uważa, miały służyć do nabożeństw dla niższych rangą członków dworu. W kaplicy znajduje się wielki piękny witraż, zamontowany w 2000 roku, zaprojektowany przez Nicolę Hopwood. Motywem centralnym witrażu jest wijący się bieg rzeki Wye. Drugi witraż zamontowany w 1992 roku ma upamiętniać personel Eskadry Badań Radarowych. 7 czerwca 1942 roku wyciek paliwa spowodował pożar i katastrofę samolotu RA Halifax V9977 niedaleko zamku. Zginęło 11 osób, miń. Inżynier Alan Blumlein (39l.) znany z opracowań systemów dźwięku stereo i telewizji.

Choć z zewnątrz zamek wygląda na ruinę, to po wejściu na dziedziniec wyobraźnia zaczyna dostrzegać wcześniejszą świetność tej budowli. Kamienna krawędź i gzyms kordonowy w połowie wysokości muru otaczającego dziedziniec potwierdza wcześniejsze arkady czy też podcienie, które znajdowały się w tym miejscu. W jednym z narożników znajduje się pięćdziesięciometrowej głębokości studnia, która zaopatrywała w wodę mieszkańców.
Przy zamku znajduje się również Wieża Garderobiana, w której znajdowały się latryny. W każdym z pomieszczeń było conajmniej kilka miejsc, z których jednocześnie mogło korzystać kilka osób. Z latryn do odprowadzenia ścieków wykorzystano kanały, które wpuszczały je za pośrednictwem szamba do fosy. Co ciekawe wówczas stosowano już wentylacje.
W zamku zachwyca szczególna architektura otworów okiennych. Otwory były prostokątne, zakończone górnym łukiem, które tym samym stanowiło nadproże. Co ciekawe wypełnienie otworów było projektowane w różny sposób, jedne były podzielone na dwa skrzydła półokrągłym słupkiem, inne wydają się nieco zmniejszone w późniejszym czasie, ale wykończone tajemniczymi gzymsami. Wzdłuż murów z jednej strony dziedzińca znajduje się przejście dla turystów, z którego można podziwiać majestat zamku z góry, a z drugiej przepiękny krajobraz angielskiej wsi.
Wreszcie kuchnia, najbardziej rodzinne czy raczej domowe miejsce, a w niej ogromny kominek zbudowany we wnęce w murze kurtynowym. W kuchni kamienna podłoga i pozostałości pieców chlebowych z początku XIV wieku. Anglicy uważają, że chleb to życie. Dziwią się, kiedy mówię, ze nie jem chleba. Uważają, że można nie jeść niczego innego, ale chleba…! Pomieszczenie kuchenne wydaje się być małe, ale z opisów historycznych wynika, że przyrządzano w nim rozmaite posiłki dla dużej ilości gości. Przykładem jest wpis z 1297 roku, kiedy to w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych przyrządzono dla domowników 3 ćwiartki wołowiny i pół boczku, pół świni, pół dzika, pół łososia. Wszystko to było w zamkowym magazynie. Koszt dostawy wynosił za pół tuszy wołowej 10 szylingów, baraniny 15 pensów, 3 szylingi i 8 pensów za 9 koźląt, 2 szylingi i 7 pensów za 17 kurcząt, 2 szylingi i 6 pensów za 2 cielęta, 2 szylingi za 600 jaj, za gołębie 2 pensy i te 24 gołębie z magazynu w Shrivenhan za 4 pensy. Zapłacono również za transport łodzią 4 i pół pensa.



Centrum życia rodzinnego i miejsce uczt zamkowych znajdowało się we wspomnianej wcześniej sali. Można było wejść do niej przez cztery pary drzwi. Ponadto było tam przejście do kuchni, spiżarni, w której przechowywano wino i chleb. W zasadzi pito tylko wino i wodę. Kawy i herbaty jeszcze w Europie nie znano. Jedynie zielarki we wsi parzyły zioła: rumianek, pokrzywy, majeranek czy miętę. Przy ścianie znajduje się kamienna ława, przed którą pewnie stał kiedyś wielki stół. Część pomieszczeń zamkowych nie przetrwała do czasów obecnych w stanie, w którym można sobie wyobrazić ich przeznaczenie. Można korzystając z przewodnika dowiedzieć się więcej, ale cały czar zamków, kiedy je zwiedzamy polega na tym, że wchodząc do ich wnętrz nasza wyobraźnia uruchamia się i wywołuje pewne emocje. Tak, tutaj tysiące ludzi siedziało i jadło, rozmawiało i śmiało się. Tu tętniło życie, tutaj też biegały dzieci, a na stołach stały półmiski pełne pieczonego mięsa. Aż trudno opisać kamienne mury, w których kiedyś tętniło życie. Ludzie mieli swoje troski i radości, zmartwienia i uciechy. Przez wieki zamiast hulającego przeciągu przemykali krużgankami ludzie, spacerowały w długich sukniach kobiety uwijali się dworzanie.
Zamki w Wielkiej Brytanii są pomnikami historii, są namacalną księgą dziejów tego państwa. To jest wspaniałe, że pomimo upadku niektórych w ruinę i braku możliwości zagospodarowania większości z nich, ciągle stoją na swoim miejscu i opowiadają historię kraju. W weekendy odwiedzane są przez grupy turystów, w wakacje przez dzieci i młodzież. I choćby osiemsetletnia historia tego miejsca była tylko dawnym artefaktem, jest opowiadana i ciągle odkrywana.
Tekst i zdjęcia: Agata Kosmalska
